piątek, 31 października 2014

Bordo pasuje jesienią

Co mogę powiedzieć? Hmm... Jakoś chyba brak mi dzisiaj konstruktywnych refleksji. Mało konstruktywnych również. Zastanawia mnie tylko, czy w związku z zamknięciem sklepów na 1 dzień (słownie jeden!) ludzie naprawdę potrzebują gromadzić zapasy. Boją się, że im zabraknie? Dnia nie wytrzymają bez brokuła albo parówek? Kompletnie tego nie rozumiem. W końcu to tylko 1 dzień. Nawet, będąc w rodzinnym mieście, nie zdołałam kupić dzisiaj chleba z ulubionej piekarni. Po 30 minutach w kolejce okazało się, że z tej partii prosto z pieca dla mnie już nie starczyło. No paranoja jakaś. Poszłam do lidla po inny chleb. Jakoś przeżyję. 
Pewnie większość z Was nie zna tego zjawiska - karawany Rosjan okupujących biedronkę. W moim mieście to normalka. Ale dzisiaj widziałam rzecz niezwykłą - z minibusa wysypała się grupka 8 starszych kobitek w kufajkach wybitnie nastawionych na zakupy żywnościowe. Chyba nie spodziewały się dzisiejszego szaleństwa w polskich sklepach. Ciekawe ile złotówek zostawią dla rozwoju polskiej gospodarki, skoro para przede mną wyjechała z 3 załadowanymi po brzegi wózkami za łączną kwotę 800 zł. Nie to, żebym jakaś wścibska była, ale ja miałam tylko wino i kilka marchewek.. Nieodmiennie zastanawia mnie, jak te tabuny "turystów" przewożą całe zgrzewki parówek i jogurtów, skoro transport żywności przez granicę z Rosją jest przecież zakazany.
No to jednak jakaś refleksja się pojawiła. 

Czasem w Gdyni zdarzają się bezwietrzne momenty. Wtedy mogę chodzić w moim bordo kapeluszu z podniesioną głową bez obaw, że mi go zdmuchnie. A prawdopodobieństwo ostrego dmuchnięcia jest jednak duże ;)







sobota, 25 października 2014

Anomalie pogodowe

Czy patrząc za okno i widząc w południe 8 stopni na termometrze, ktoś będzie w stanie uwierzyć, że w zeszłą niedzielę chodziłam po plaży tylko w marynarce? Sama bym nie uwierzyła. Niemniej jednak cieszę się z tej niespodzianki i z prawdopodobnie z ostatniej okazji w tym roku na chodzenie bez kurtki. Jedną z rzeczy, która mnie ratuje od jesiennej depresji (poza szyciem na maszynie, robieniem na drutach i czytaniem książek ;)), to cebulkowe stylizacje, miękkie i ciepłe dzianiny swetrów, szale wyjęte z szuflady, albo te zupełnie nowe. Jesień daje nam wiele możliwości, możemy kombinować z fakturami, bawić się warstwami, dawać letnim rzeczom nową odsłonę. Bardzo to lubię. A tymczasem zapraszam Was na iście letni zestaw. Nie będę ukrywać, bardzo przyjemnie było się grzać w słońcu...






niedziela, 19 października 2014

Bordowy kapelusz

W końcu jak na blogerkę przystało (haha!), dorobiłam się kapelusza. Wybranie odpowiedniego nie było łatwe. Po pierwsze ze względu na cenę. Nigdy nie palę się do wydawania pieniędzy na coś, co swojej ceny nie jest warte. Więc szukałam czegoś dobrego na niższej półce. Po drugie: mam chyba jakąś małą głowę, bo 90% zmierzonych przeze mnie kapeluszy miało za duży obwód i swobodnie leciały mi na oczy. Po trzecie doszło moje niezdecydowanie. Bo jak już znalazłam odpowiednie nakrycie głowy za cenę do zaakceptowania i w moim rozmiarze, to stwierdziłam, że w zasadzie nie jestem pewna, czy będę je nosić i poszłam do domu. Wróciłam po tygodniu, a po kapeluszach zostało już tylko wspomnienie. Zostało mi więc zamówienie w eshopie i cierpliwe czekanie na przesyłkę. W końcu się doczekałam i mogę nosić sobie radośnie mój bordowy kapelusz. O ile gdyński wiatr nie zdmuchnie mi go z głowy...









czwartek, 16 października 2014

Swobodnie

Czasem trzeba odetchnąć i odciąć się od wszystkiego. Szkoda, że nie umiem odcinać się na amen i nie myśleć. No cóż, podobno cholerycy tak mają. Póki co błogosławię za słońce w październiku i pyszne jabłka z własnej jabłonki. I liczę po cichu, że może mi się charakter odmieni.









piątek, 10 października 2014

Prosto czyli najlepiej

Zauważyłam u siebie ewolucję. Od sroki obwieszonej biżuterią (obowiązkowo kolczyki, naszyjnik i bransoletka) do minimalistki. No może nie jest ze mnie taka zupełna minimalistka, ale zdecydowanie ograniczyłam ilość rzeczy w szafie, ich strojność i różnorodność. Wybieram proste formy, kolory, które do siebie pasują i zdecydowanie ograniczyłam dodatki. Biżuterii kupuję dużo mniej i stawiam na delikatniejszą. Tutaj może akurat tego nie widać, jednak limonkowa kolia jest jedynym akcentem kolorystycznym, więc nie zastanawiałam się nad nią ani przez moment ;) Ostatnio nawet miałam problem z włożeniem kolczyków (czyżby zarastające dziurki, o zgrozo!), bo nie nosiłam ich kilka miesięcy, co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia. Stosunek do biżuterii zmienił mi się chyba wraz z nadejściem lata, które było tak piękne i gorące, że noszenie wisiorków mnie przerastało. I tak mi już zostało.