poniedziałek, 29 września 2014

Wiem co jem #4


Dzisiaj pokażę Wam szybki przepis na pastę z ciecierzycy lub jak kto woli - cieciorki. Robiłam ją po raz pierwszy, ale wyszło tak oszałamiająco smacznie i aromatycznie, że na pewno pasta wejdzie na stałe do mojego jadłospisu. Tym bardziej, że sama ciecierzyca to kopalnia zdrowia.



Cieciorkę (pół szklanki) należy moczyć w wodzie przez 12 godzin, a później gotować do miękkości. W moim przypadku trwało to jakieś 40 minut. Przepisy mówią nawet o 2 godzinach, ale wybrałam wyznacznik miękkości (ziarenko można rozgnieść w palcach), zamiast czasu.


Następnie cieciorkę miksujemy. Można to zrobić na sucho. Proponuję jednak blendowanie z kilkoma łyżkami wody, którą i tak trzeba do pasty dodać, żeby miała właśnie konsystencję pasty ;) Mamy wtedy większy "poślizg" i blender nie zapycha się co chwila. Nie wiem, czy każdy ma taki problem, jednak mój blender z biedronki nie dawał rady ;)


Do zmiksowanej ciecierzycy dodajemy 4 łyżki oliwy, sól do smaku, łyżkę soku z cytryny i duży wyciśnięty ząbek czosnku. Mieszamy wszystko, dodajemy wody do uzyskania przez nas pożądanej konsystencji i voila. Można jeść :) Ja podałam swoją pastę na grzankach, z pieczoną papryka i oliwkami. Do tego kieliszek wina i mamy receptę na miłą kolację.


A co dobrego w ciecierzycy?

Ciecierzyca jest bardzo popularna w kuchni Wschodu oraz basenu Morza Śródziemnego. W Polsce dopiero zaczyna być szerzej stosowana, ale myślę że to tylko kwestia czasu i niedługo rozkochamy się w jej oryginalnym smaku i orzechowym aromacie. 

Szczególnie doceniają ją wegetarianie, gdyż jest doskonałym zamiennikiem mięsa. Zawiera ok. 25% białka o korzystnym składzie aminokwasowym. Jednak, aby w pełni zastąpić mięso i dostarczyć organizmowi pełnowartościowego białka, należy ją łączyć z kaszami w jednym posiłku. 

Ze względu na bardzo dużą ilość błonnika (7g w 100g ugotowanej cieciorki), obniża poziom cholesterolu LDL we krwi, przyspiesza jego wydalanie z organizmu i tym samym obniża ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego. 

Błonnik działa korzystnie na problemy z zaparciami, ale nie tylko. Błonnik obniża wchłanianie tłuszczu i węglowodanów. Zapobiega też skokom poziomu glukozy we krwi. Ciecierzyca ma niski indeks glikemiczny. Jest z tego powodu polecana chorym na cukrzycę i osobom z insulinoopornością. Istnieją również badania, wskazujące na to, że regularne spożywanie ciecierzycy przyspiesza spalanie trzewnej tkanki tłuszczowej, czyli tłuszczu, który oblepia narządy wewnętrzne. 

Wysoka zawartość potasu (300 mg/100g) wpływa na obniżenie ciśnienia krwi. Powoduje wydalanie sodu z organizmu i lepszy przepływ krwi przez naczynia krwionośne. Nasza codzienna dieta obfituje w sód i trudno jest utrzymać równowagę między sodem a potasem, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Dlatego ważne jest, aby na co dzień wybierać jak najwięcej produktów bogatych w potas.

Duża ilość kwasu foliowego powoduje, że ciecierzyca polecana jest kobietom planującym ciążę, ale także osobom wykonującym pracę umysłową i żyjącym w stresie. Kwas foliowy wpływa bowiem korzystnie na układ nerwowy, a rozwijającemu się nienarodzonemu dziecku jest wręcz niezbędny, szczególnie w pierwszych tygodniach ciąży.

Ze względu na zawartość cynku, ciecierzyca poprawia stan skóry, włosów i paznokci. Obecne w niej żelazo poprawi stan organizmu w łagodnej anemii.

Ciecierzyca może powodować wzdęcia. Żeby uniknąć tych przykrych dolegliwości, należy wymoczyć nasiona, a później ugotować je w świeżej wodzie. Podczas gotowania można też zmieniać wodę.


wtorek, 23 września 2014

Szorty po raz ostatni

Kilka dni temu chodziłam jeszcze w szortach, opalałam się na działce i popijałam kiełbaskę z grilla zimnym piwem. Gdy tylko była możliwość, przesiadywałam na plaży. Lato było piękne tego roku. Długie i słoneczne. Takie je zapamiętam. Ostanie ciepłe dni chciałam wykorzystać jak najlepiej. Na sobie miałam wtedy dwie chyba najbardziej kultowe letnie rzeczy w mojej szafie - szorty, które sama zrobiłam i marynarkę, na której punkcie oszalałam. 
Jesień przywitała nas typowo odstraszającą aurą, jednak mam nadzieję, że to tylko chwilowy kaprys i jeszcze długo będzie przyjemnie i słonecznie. Lubię kolorową polską jesień, pachnącą ziemią i suchymi liśćmi.










czwartek, 18 września 2014

Łamiemy tabu?

Czuję się jakaś rozminięta z rzeczywistością i trochę nie na miejscu. Nie mogę sobie znaleźć kąta, miejsca, w którym zarzucę kotwicę. Nie wiem, co ze mną będzie za tydzień. O miesiącu już nie wspominając. Za szybki jest ten świat dla mnie, za brutalny.Nie umiem włazić oknem. Dobrze, że są jeszcze życzliwi ludzie, którzy pomogą ci pchać niesprawny samochód. To daje nadzieję, że jednak nie wszystko jest zepsute i puste.

Hmm, ciekawe, jakie tabu złamie reklama na budynku za mną.








środa, 10 września 2014

Flower power

Marynarkę w kwiaty pokazywałam Wam na początku lipca, kiedy trafiła do mojej szafy, a właściwie do torby podróżnej, bo byłam wtedy w małym rozjeździe. Później było tak upalnie, że nawet nie myślałam o zakładaniu czegokolwiek z długim rękawem. A później zrobiło się zimno. I tym oto sposobem, marynarka, na której punkcie oszalałam, przeleżała dwa miesiące w szafie. Jednak teraz, gdy pogoda pozwala i z nieba nie leje się ściana deszczu, praktycznie się z nią nie rozstaję i całkiem dobrze się dogadujemy.









Torebka się nieco rozminęła z butami, ale tak jakoś wyszło ;)


piątek, 5 września 2014

Black grey white

Czarny, szary i biały. Trzy kolory bazowe, które noszę najczęściej. Pozostałe są tylko dodatkiem. Oczywiście lubię burgund, czy pudrowy róż na sukience, kwieciste wzory marynarki i ciepłe swetry, ale te też wybieram raczej w stonowanych kolorach. Nie ze względów bezpieczeństwa, bo lubię czasem poszaleć z kolorami, ale dlatego, że w tym najlepiej się czuję, taki styl oddaje mój charakter. Zdecydowanie wybieram proste formy: T-shirt, jeansy, luźne marynarki i swetry koniecznie oversize. Bez udziwnień, bez falbanek, drapowań, słodkich rzucików na materiałach itp. To nie dla mnie. Czuję się  w tym jak pasterka. Wydaje mi się, że jestem coraz bardziej konsekwentna w swoich ubraniowych wyborach, poczucie własnego stylu chyba już wykiełkowało. 

Dlatego dziś mam na sobie szarą, prostą sukienkę i lekką narzutkę oversize, a nie falbaniastą spódnicę i mały sweterek na guziki (jak by to było jeszcze kilka lat temu. A może nawet wtedy zastanawiałabym się, stojąc nad własną szafą, czy założyć prostą czy może falbaniastą ;))