niedziela, 30 marca 2014

Grey dress

Jak zdobyć szarą, dzianinową sukienkę o fasonie oversize, która stała się hitem ulicy? Wystarczy spontanicznie wejść do lumpeksu, zabłądzić na dział męski (bo damski świeci pustkami) i wziąć z wieszaka bluzę w rozmiarze XL. W ten sposób stałam się radosną posiadaczką wymarzonego ciuszka, a z mojego portfela wypłynęło jedyne 3,20 ;) Wiele razy już się przekonałam, że warto być cierpliwym i czekać na perełkę, zamiast biec do sieciówki. Mam kilka rzeczy, które są wyczekane przeze mnie miesiącami. Musiałybyście widzieć moją minę za każdym razem, gdy biorę w ręce "cudeńko", które już przeszło w sferę "nigdy nie znajdę tego w lumpeksie". No radość przeogromna ;)

Dzisiaj do szaraczka założyłam ramoneskę kupioną w styczniu na wyprzedaży, czarne leginsy i skórzane botki. Zastanawiam się, czy posiadam w ogóle jakieś ubranie, które kupiłam w pełnej cenie. I jakoś mi nic nie przychodzi do głowy :P

 








poniedziałek, 24 marca 2014

Wiosenne zestawy

Szafa już czeka, aż coś się z niej wyrwie. A ja stoję przed tą szafą i, niczym chłopak z reklamy mentosa, bynajmniej nie jestem fresh. Moje rozważania przywodzą mi na myśl moją babcię. Za zimno, wieje, zmarzniesz, przeziębisz się. A ja mam przecież tyle na głowie. Nie mogę się przeziębić. Więc wymarzone, wynajdowane i poszukiwane z wielką zaciętością rzeczy czekają, aż pozwolę im ujrzeć światło dzienne, aż nastanie zaakceptowana przeze mnie wiosna. Kolory raczej mało wiosenne, ale ostatnio świetnie się czuję w skali szarości. Takie skrzywienie ;)



piątek, 14 marca 2014

Ankle boots

Lubię rzeczy uniwersalne. Takie, które mogę zastosować na wiele sposobów, które nie znudzą się po miesiącu i te, które wyrażają mnie, a nie są sezonową zachciewajką. Owszem, ankle boots chyba właśnie w tym sezonie zagoszczą na naszych nogach i będą taką zachciewajką. Ale... No właśnie. Mam wrażenie, jakby ktoś pomyślał specjalnie o mnie i wymyślił botki, które sprawdzą się nie tylko wczesną wiosną lub późną jesienią. Dziurkowane kozaki jakoś do mnie nie przemawiały, a z butami z odkrytymi kostkami na pewno zaprzyjaźnimy się na dłużej. Są wykonane ze skóry, więc nie zadręczą moich stóp w letnie wieczory, kiedy (jak już to widzę oczami wyobraźni) wybiorę się w nich na imprezę. A festiwalowy wakacyjny look mam w głowie, od kiedy tylko je zobaczyłam.



  








niedziela, 9 marca 2014

Koszula zapięta pod szyję

Tak jak moje zamiłowanie do koszul przeszło fazy od luźnej i męskiej do zdecydowanie bardziej dopasowanej, tak samo miała się sytuacja z guziczkiem. Kiedyś moja koszula musiała być rozpięta i najlepiej powiewać za mną jak peleryna Harry'ego Pottera. Teraz najlepiej się czuję w koszulach z nutką elegancji, a zapięty guzik pod szyją wręcz wielbię ;) W mojej szafie wciąż brakuje jeansowego ideału, jednak postanowienie na marzec brzmi "Nie kupić żadnych nowych ciuchów", bo styczeń i luty były może nawet zbyt owocne w nowości. Dzisiaj stwierdziłam, że to może mieć jakiś związek z chorobą, a słowo recydywa idealnie określa mój stan ;)








środa, 5 marca 2014

Wiem co jem #1

Dzisiejszym postem chciałabym rozpocząć cykl, w którym skupię się na zdrowym jedzeniu. Nie na byciu eko czy slim, tylko po prostu na racjonalnych wyborach. Nie przyznawałam się jakoś szerzej do studiowania dietetyki, jednak żywność i żywienie budzi moje szczere zainteresowanie, więc dlaczego nie przekazać tego dalej? :)
Pokażę Wam prosty przepis na kotlety mielone inaczej. Będą to kotlety ze szczypiorkiem i rukolą gotowane na parze. Przepis na kotlety mielone każdy zna, więc nie będę się nad nim zatrzymywać. 

Do mięsa dorzucamy posiekany szczypiorek w ilości według uznania. Z mięsa formujemy płaskie placki, na których kładziemy rukolę (może być w ilości sporo większej niż na zdjęciu, bo u mnie słabo było czuć jej smak :)), całość zawijamy i uklepujemy w rękach, aby kotlety się nie rozpadły. 


Tak przygotowane zawijasy gotujemy na parze ok 20 minut (może być parowar, garnek do gotowania na parze lub choćby metalowy durszlak ustawiony na garnek). Dodatki dowolne. Ja wybrałam dzisiaj kaszę jaglaną i surówkę z czerwonej kapusty.




A teraz część zasadnicza, czyli "wiem co jem".
  • mięso mielone - najlepiej kupić kawałek łopatki czy karkówki w sklepie mięsnym i poprosić o zmielenie.Mamy wtedy 100% pewności, że to rzeczywiście mięso. Przygotowane na parze nie wchłonie dodatkowego tłuszczu z patelni, ponadto wytopi mnóstwo już w nim zawartego.
  • szczypiorek - zawiera witaminę C, z grupy B, kwas foliowy i liczne minerały, ułatwia trawienie i zapobiega zaparciom
  • rukola - źródło witaminy C, wapnia i magnezu. Jak każda sałata zawiera przeciwutleniacze, chroniące komórki przed starzeniem i nowotworami.
  • kasza jaglana - im mniej przetworzona, tym lepiej. Co jest ważne w przypadku gotowania kasz? Nie gotujemy ich w nadmiarze wody - tak jak makaronu, tylko w proporcji 1 szklanka kaszy na 2 szklanki wody aż do całkowitego wchłonięcia wody przez kaszę. Gdy odlewamy wodę, cała wartość odżywcza kaszy idzie do zlewu, zamiast trafić na talerz. Zawiera witaminy z grupy B, miedź i żelazo. Jest lekkostrawna, nie uczula i ma właściwości przeciwwirusowe.
  • czerwona kapusta -  zawiera spore ilości witaminy C i E, potasu i magnezu. A co najważniejsze jest źródłem silnych przeciwutleniaczy - antocyjanów, które nadają barwę owocom i warzywom i chronią je przed czynnikami zewnętrznymi, jak zanieczyszczenie środowiska czy stres cieplny, natomiast nas chronią przed chorobami cywilizacyjnymi.