sobota, 30 listopada 2013

Może od początku?

Moja aktywność na blogu osiągnęła ostatnio poziom dna. Co drugi dzień mocno nad tym ubolewam, a skoro powody są wciąż takie same, nie będę się nad nimi rozwodzić. Powiem tylko, że są widoki na powrót i regularne (w końcu!) posty. Zdecydowałam więc na początek pokazać Wam taką małą zapchajdziurę, ale w jak najbardziej aktualnym temacie. W końcu wyprzedaże zbliżają się nieuchronnie, a żeby nie zapchać szafy niepotrzebnymi szmatkami, jak zwykle zawczasu planuję. A poniżej efekt mojego planowania ;)

środa, 13 listopada 2013

Maruda

Jest parszywie wcześnie. Chociaż nie. Parszywie wcześnie było półtorej godziny temu, gdy zadzwonił mój budzik. I wtedy jeszcze było ciemno. Miałam ochotę nakryć głowę kołdrą i przekręcić się na drugi bok. Kto nie zna tego uczucia ;) Nawet kawa nie pomaga. W takie dni jak ten najchętniej zawinęłabym się w wielki ciepły sweter i przetrwała jakoś, nie myśląc o niczym innym jak gorące kakao. Na szczęście są też inne dni, podczas których nie jestem taką marudą jak dziś, chce mi się wychodzić z domu i spędzić miło czas. Z takiego dnia pochodzą poniższe zdjęcia.


piątek, 8 listopada 2013

Zakolanówki

Ciemność o 16.30, wszechobecna wilgoć i podmuchy wiatru bardzo charakterystyczne dla Gdyni i moich okolic położonych bądź co bądź 2 kilometry od morza nie sprzyjają sukienkom, spódnicom i rajstopom. Komfort jest, hmm... raczej średni. Ale żeby tak zupełnie z nich zrezygnować? Tutaj ratują nas zakolanówki, które od kilku sezonów dzielnie szturmują nasze nogi i zawadiacko wystają z kozaczków i traperków. Czarne zakolanówki były moim must have, ale byłam wybredna. Bo nie mogły być za grube. Ani za cienkie. Nie miały być za drogie. Ani w dwupaku. Bo po co mi dwie pary zakolanówek w tym samym kolorze. Skoro H&M tak chciał mnie podejść, to mógł zaproponować różne. I wzięłabym. A tak? Kupiłam na ryneczku i dopomogłam lokalny biznes ;)


A tak na marginesie, totalnie męczą mnie zdjęcia robione telefonem i ich mizerna jakość. Nie wiem, kiedy to się zmieni, bo póki co moje szalone studenckie zarobki nie rokują na zakup aparatu ;)

niedziela, 3 listopada 2013

Okruchy szczęścia

Kocham ten świat. Kocham, jak mnie nakręca. Kocham bieg i pęd. A później gwałtowny hamulec. Stop. Reset. Zimno już. Piasek zimny i słońce nie grzeje. I tak mi tam dobrze. Cicho. Szumi.