czwartek, 27 września 2012

Welcome to Gdynia

W Gdyni jestem od kilku dni. Wokół same zawirowania, sporo stresu i mnóstwo znaków zapytania. Na szczęście zdarzają się miłe chwile, śmiech i słońce nad miastem. No, przynajmniej wczoraj świeciło jak oszalałe, a ja mogłam jeść lody, wystawiać twarz do słońca i słuchać fal obijających się o nabrzeże. Dzisiaj to już zupełnie inny temat :P

Stylizacja prosta do bólu. Prosta spódnica i prosta bluzka. Do tego proste buty i czarna torba - a jakże, bez udziwnień. Nic już mnie w tym nie dziwi - uwielbiam prostotę. Kolory typowo jesienne. Dałam się wciągnąć.








czwartek, 20 września 2012

Jesteś Bogiem




O tym, że zrobię post o filmie "Jesteś Bogiem" wiedziałam od samego początku, odkąd rozemocjonowana szłam do kina, od chwili, gdy upłynęły pierwsze jego minuty, odkąd zostałam zabrana w ten wciągający, dramatyczny, ale i fascynujący świat.
Jak już kiedyś pisałam na blogu, hip hop to zdecydowanie moje klimaty. Nie nabyte kilka lat temu. Ja w tej muzyce się wychowałam, przez nią poznawałam świat i ludzi. Hip hop był pierwszą muzyką, której słuchałam świadomie, a Paktofonika od samego początku zawładnęła moim umysłem.
Paktofonikę uważam za najlepszy zespół hip hopowy w Polsce, za prawdziwych prekursorów, którzy pokazali, że "można to robić po polsku". Nie jest to tylko moje zdanie, ale i branży, która nie ukrywa, że od chłopaków ze Śląska uczyła się rapu.


Mieszkanie w Gdyni bardzo ułatwiło mi obejrzenie filmu. Mianowicie z wejściówką wśród tłumu ludzi, który zajmował nawet całe schody sali (miejsca nie były numerowane), obejrzałam "Jesteś Bogiem" w trakcie Festiwalu Filmów Fabularnych. Było to jeszcze wiosną. Z postem i zachęceniem Was do oglądania czekałam aż do teraz, gdy szum wokół filmu przeradza się w brzęczenie os w ulu i wszędzie możemy spotkać plakaty i reklamy.
Nie ma ani słowa kłamstwa w tym, że film jest magnetyczny i rewelacyjny. Jest. Nie tylko dla fanów, dla ludzi, którzy znali tą historię, ale po prostu dla każdego widza. Jest to fenomenalnie zrobiony dramat, ukazujący problemy młodych ludzi, świat zwalający im się nagle na głowę, trudne życie na biednym Śląsku i kamienistą drogę prowadzącą do sławy.
W filmie podobało mi się wszystko. Aktorzy, którzy nawet rymować nauczyli się profesjonalnie i sprawdzili się w tych trudnych rolach odgrywania żyjących osób (Marcin Kowalczyk, Dawid Ogrodnik, Tomasz Schuchardt), muzyka, którą kocham, scenariusz... Po prostu wszystko.



Bardzo Was zachęcam do obejrzenia. Na pewno się nie zawiedziecie. Nie bez przyczyny Kuba Wojewódzki powiedział, że jest to najlepszy polski film ostatnich kilkunastu lat.

poniedziałek, 17 września 2012

Jesienna szafa

Wrzesień jest dla mnie takim miesiącem mieszanych emocji.
Z jednej strony: poprawki na uczelni, perspektywa powrotu na studia, wyjazd z domu rodzinnego, który uwielbiam, koniec lata i początki ulew, ciemnych dni, depresyjnej pogody i coraz szybciej zapadających nocy.
Z drugiej: urządzanie mieszkania (co prawda wynajętego), zakupy 'wnętrzarskie', perspektywa spędzania z moim facetem mnóstwa czasu (bo w wakacje raczej nie widujemy się zbyt często), spacery w skąpanym w słońcu parku, kawa i wino z przyjaciółkami z Trójmiasta, szybkie życie w mieście, ciekawe miejsca, nowe wyzwania...

Wrzesień to dziwny miesiąc. Miesiąc podejmowania decyzji. Dopinania spraw, które zostawiam tutaj; otwierania tych, które czekają mnie w Trójmieście. Miesiąc korzystania z okazji. Na ostatnie spotkania z przyjaciółką i ostatnie... zakupy w ukochanym sh :D

W minioną sobotę po prostu nie mogłam tam nie pójść. Musiałam zamknąć mój rytuał.

 Zdobycze z ostatniej wizyty w sh



Moja nowa miłość - buty stylizowane na męskie

Tak prezentuje się część moich nabytków, w które uzupełniłam szafę. O kilku rzeczach zapomniałam, gdy robiłam zdjęcia, ale na pewno zobaczycie je w stylizacjach :) Chyba nic z nich oprócz butów nie było kupowane z myślą 'na jesień'. Nie lubię takiego dzielenia na kategorie. Ciepły sweter można nosić w chłodne letnie wieczory, a szorty z grubymi zakolanówkami nawet zimą :)

Na koniec jeszcze moje pazurkowe kolory na jesień

czwartek, 13 września 2012

Złota polska...

Nie chcę jeszcze głośno mówić, że to jesień, ale chyba muszę. Przynajmniej dzisiaj. Od rana leje nieprzerwanie, chodzę po domu w dużym, milutkim sweterku, takim przytulaśnym - bo do faceta chwilowo przytulić się nie mogę, a w sklepie usłyszałam, że jesienne buty już są praktycznie wyprzedane. Swoją drogą zawsze mnie dziwi, dlaczego latem ludzie kupują rzeczy na jesień. Nie mówię o dodatkach, czy rzeczach w jesiennych kolorach, tylko o takich zakupach pełną parą. Jakby za chwilę miał zadąć wicher z północnego wschodu i oszronić wszystko i wszystkich włącznie z brwiami. Może jestem wyjątkiem, ale mi nie chce się myśleć o garderobie na zimne dni, gdy świeci słońce, a przynajmniej jeszcze próbuje. Kilka dni temu na przykład mocno się zdziwiłam, gdy po paru godzinach na dworze na plecach odbił mi się top. Nie wierzyłam w opalającą moc wrześniowego słońca, a tu proszę! W brodę sobie plułam, że nie założyłam stroju kąpielowego.

Dzisiejszy outfit pochodzi z dnia może nie tyle gorącego, co bardzo słonecznego. Pojawiają się jesienne atrybuty - jeansowa kurtka (bez której na dobrą sprawę mogłam się wtedy obyć) i burgundowe spodnie. Zawsze, gdy je zakładam, napawa mnie duma, jak to udało mi się wyprzedzić trend i kupić je za grosze, gdy leżały zakurzone i niechciane w outlecie. No to tyle by było popadania w samozachwyt ;)






niedziela, 9 września 2012

Black dress

Tego lata kupiłam tylko jedną sukienkę. W dodatku czarną. Ale zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. I zapełniła dziurę w mojej szafie - czyli stała się elegancko-casualową sukienką numer 1 (numeru 2 nie ma :P). Mogłam w niej pójść na zakupy, spotkanie z przyjaciółmi, wypić wino z facetem i dać dziadkom kwiaty w 50. rocznicę ich ślubu. Czuję się w niej fantastycznie. Wiem, że do mnie pasuje, a z kolei ta pewność siebie spływa na ludzi, których spotykam i zawsze, gdy mam ją na sobie, słyszę jak ładnie wyglądam. To jest właśnie to, kochane, siła pewności siebie. Jeśli ja czuję się dobrze w tym, co mam na sobie, inni też to widzą i czują. Jeśli czuję się w sukience piękna, inni też to piękno zobaczą.









Zdjęcia były zrobione jakiś miesiąc temu, gdy świeciło słońce i nic mi nad głową nie wisiało. Jakoś tak wcześniej się nie składało, żeby je pokazać. Może dla lepszego efektu i uwydatnienia jej walorów powinnam mieć na nogach obcasy (nie może, tylko na pewno :P). I może Wam sukienka wcale nie wyda się spektakularna i wyjątkowa, a moje gadanie uznacie za bełkot pijanego artysty :P, ale ja ją uwielbiam i musiałam to tutaj powiedzieć ;)

środa, 5 września 2012

Witojcie!

Wróciłam do cywilizowanego świata, wyspałam się po całonocnej podróży, odświeżyłam, wskoczyłam w tryby normalnego dnia.
To nie była moja pierwsza wizyta w Zakopanem, jednak chyba ta właśnie była najbardziej różnorodna i dostarczyła mi mnóstwa wrażeń.
Trudno nie rozkochać się w górskiej panoramie. A im jest się wyżej, tym piękniejszy wydaje się świat. W pełnym słońcu, ponad dolinami, z niebem nad głową tak błękitnym, jakie widzi się na pocztówkach. I aż trudno uwierzyć, że dokonało się tego samodzielnie, wdrapało tak wysoko, pokonując swoje słabości i bariery. A to wszystko dla kilku pięknych chwil, kiedy masz wrażenie, że wyciągniesz rękę i dotkniesz tej jednej zabłąkanej chmurki.




Pobyt w górach to też pyszne jedzenie. Codziennie próbowaliśmy czegoś innego. Najbardziej zapadną nam w pamięć 'Cycki na bocku' - tak fantazyjnie została nazwana pierś z kurczaka zapiekana z oscypkiem, żurawiną i plastrem bekonu (jutro mam w planie zaserwować to danie rodzince w moim wykonaniu ;)), które jedliśmy w Starej Izbie. Wszystko tam było na swoim miejscu: wystrój, smaki i kapela góralska.



Nie byłoby klimatu tych okolic, gdyby nie folklor. Górale w tradycyjnych strojach powożący bryczki (chociaż nie wszystkim dałabym order uśmiechu :P), bacówki, w których wyrabia się sery, owieczki... Odwiedziliśmy też Muzeum Tatrzańskie, do którego trafia niestety niewiele osób, chociaż widać je z Krupówek. Obejrzeliśmy tam oryginalne dawne stroje, sprzęty, rzeźby i instrumenty. Poczytaliśmy o historii, geologii, przyrodzie. Naprawdę warto. Na mnie największe wrażenie zrobiły zdjęcia sprzed ok 150 lat, na których nad Morskim Okiem siedzą pięknie ubrane kobiety w kapeluszach, sukniach, płaszczykach, a towarzyszą im prawdziwi, Ci pierwsi, przewodnicy tatrzańscy.


Na koniec tej krótkiej relacji ostatnia porcja zdjęć z nami w roli głównej :) To był fantastyczny pobyt. Polecam Zakopane każdemu, kto chce zgrać relaks i wypoczynek z aktywnymi dniami i obcowaniem z naturą. Tam idealnie można to połączyć w proporcjach dobranych do własnych potrzeb. Zabrzmiało to jak z katalogu biura podróży :P