niedziela, 26 sierpnia 2012

Wyjazd

Za półtorej godziny wsiądziemy w pociąg, który przez noc nas powiedzie do podnóży Tatr. Już nie mogę się doczekać wizyty w Zakopanem, rześkiego powietrza, dalekich wypraw, zmęczenia i oscypka z żurawiną na koniec dnia :) Póki co, pochłonięta przygotowaniami i z głową zaprzątniętą wciąż jednym pytaniem: Czy na pewno niczego nie zapomnieliśmy?, miotam się po mieszkaniu i próbuję zapanować nad opadającymi powiekami. W końcu czeka mnie dwunastogodzinna podróż, którą lojalnie prześpimy po połowie ;)

Do napisania już we wrześniu. Planuję wrócić odświeżona, pełna pomysłów i z mnóstwem pięknych zdjęć do pokazania. Bye!


czwartek, 23 sierpnia 2012

Beige

We wtorek zaczęły się moje wakacje. Zmieniłam klimat na cieplejszy i sprzyjający powstawaniu alergii. Kiedyś myślałam, że alergii nie można nabyć. Zdanie zmieniłam 5 lat temu, gdy pierwszy raz odwiedziłam mojego mężczyznę w jego rodzinnym Inowrocławiu zazielenionym do granic możliwości i pierwszy raz zaatakowały mnie objawy alergiczne. Ale można sobie poradzić z zatkanym nosem wieczorami i zaczerwienionymi oczami w towarzystwie ukochanego ;)
Póki co czas spędzamy bardzo aktywnie. Długie spacery, wycieczka rowerowa, która dała mi się we znaki głównie przez twarde siodełko, kino (baaaaardzo polecam "Yumę"). Lubię takie dni, gdy za bardzo nie muszę myśleć i zastanawiać się. Wstaję rano i spontanicznie wymyślam sobie zajęcia. Wiatr, który zawsze mocno wieje w jednej części miasta nieco dezorientuje. Bo gdzie indziej gorąco wisi w powietrzu. Ale butelka wody w torebce i lody po drodze ratują sytuację. Taaak, najbardziej lubię lody w polewie czekoladowej (oczywiście pomijając sorbety ;))








Strój z cyklu 'uwielbiam klasykę'. Gdy patrzę na swoje stroje, stwierdzam, że mocno kieruję się w stronę minimalizmu, mimo że nie mogę powiedzieć, jakobym miała wypracowany styl ubierania. Jednak wychodzę z założenia, że im mniej, tym lepiej. A w ubraniu wystarczy jeden mocny punkt, który kreuje całość. Teraz jest to koszula w odcieniu jasnego różu z bardzo przyjemnego materiału ozdobiona błękitnymi kwiatami i złotymi guziczkami, którą kupiłam na wyprzedaży w H&M. Do tego znane już Wam złote dodatki i jeansowe legginsy.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Beautiful things, beautiful places

Dzisiejszy post będzie małą relacją z mojego wyjazdu w rodzinne strony mamy. Wakacje sprzyjają podróżowaniu i zwiedzaniu, co na blogach spowodowało wykwit notek takich właśnie 'relacjonowanych'. Bardzo podobają mi się takie wpisy, zachwycałam się miejscami opisywanymi przez blogerki. Zapragnęłam i ja takiego posta, więc dzisiaj podzielę się z Wami rzeczami i miejscami, które zrobiły na mnie wrażenie. Może nie będzie tego za wiele i wykonanie też nie będzie profesjonalne - niestety fotografowanie nie jest moim konikiem, aparat też już ledwo zipie - ale obejrzycie kawalątek świata moim okiem. Po tym długim i rozbudowanym wstępie: enjoy :)

Na początek odpust. Ten z mojego dzieciństwa wspominam jako mnóstwo kolorów, mnóstwo ludzi, pierścionki z oczkiem i niecodzienne słodycze. We wspomnieniach mojej mamy są jeszcze pistolety korkowce, kolorowe wstążki, wiatraczki, piłeczki na gumce... Wiedziałam, że to nie będzie to samo, ale rozczarowałam się mocno, gdy w drodze prowadzącej do kościoła widziałam stragany z ubraniami, bieliznę, patelnie, mnóstwo chińskiego plastiku i atakującą zewsząd tandetę. Liczyłam (oj, ja naiwna) na rękodzieło, biżuterię, może jakieś obrazy miejscowych artystów. No cóż, wszystko się zmienia.

 Nawet wiatraczki ewoluowały
 Tylko szczypka lubelska - kruchy cukierek pozostała taka sama :)



A najlepsza z tego wszystkiego była pyszna latte w kawiarni niedaleko.


Kazimierz Dolny jest bardzo rozsławiony w Polsce i chyba nikomu nie trzeba przedstawiać tego miasteczka. Odwiedzałam je wielokrotnie od dziecka, bo leży niecałe 15km od domu moich dziadków. Tym razem zobaczyłam je trochę inaczej, mniej pocztówkowo, bo na inne rzeczy patrzyłam.





Tak wyglądała jadłodajnia (to chyba najbardziej odpowiednie słowo), do której poszliśmy na obiad. Samoobsługa, wszystkie stolika na zewnątrz i tylko małe pomieszczenie, w którym składa się zamówienie. Małe, ale za to jak wspaniałe! Zachwycałam się każdym elementem, każdym detalem i żałowałam, że nie ma tu więcej pomieszczeń do oglądania. Uwielbiam stare meble i taki styl. Dodatkowo radosny gwar wokoło i pyszne jedzenie. Gdyby ktoś chciał odwiedzić mieści się na zakręcie przy ulicach Witkiewicza i Senatorskiej.

A to przykład straganu, który wg mnie nie powinien być wyjątkiem wśród chińszczyzny a codziennością w tak klimatycznym miejscu, jakim jest Kazimierz.


Kolejny kazimierzowski powód do zachwytu. Czułam się autentycznie zainspirowana postacią tej dziewczyny. Ubrana nonszalancko, ale tak, że nie można oderwać od niej wzroku. Okulary lenonki, fryzura podkreślająca osobowość, butelka piwa w dłoni, swobodny ton, ogromna teczka na rysunki, jaką widuje się na ASP lub na architekturze... Wszystko w niej emanowało pewnością siebie.

A na koniec, mimo wszystko, pocztówkowy Kazimierz




sobota, 11 sierpnia 2012

Kamizelka tirowca

Tak moja szeroko pojęta familia skomentowała zakup kamizelki w miętowym kolorze, w której ja zakochałam się bez pamięci, od kiedy zobaczyłam ją na wystawie lumpeksu mieszczącego się prawie że pod moim oknem. Kamizelka rozmiarami może i przypominała odpowiednią dla tirowca, ale na pewno niczym więcej. Poza tym od czego są przeróbki, prawda? Od niedawna jestem posiadaczką maszyny do szycia. Od zawsze lubiłam szyć. Ale dopiero teraz było mi dane wypróbować mechaniczną wersję. Chyba nikomu nie muszę tłumaczyć, że w związku z tym moje umiejętności są zerowe, a przy pracach krawieckich bazuję na mojej inteligencji i instrukcjach z youtube :P Jakość wykonania też pozostawia wiele do życzenia, ale mam wielką radochę, że mogę sobie zrobić coś sama.
Ale wracając do sedna, kamizelkę z rozmiaru poza skalą zmniejszyłam do rozmiaru odpowiedniego dla mnie. I dzisiaj, korzystając z chłodniejszego dnia, miała swoją premierę :)










poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Słomkowy kapelusz

Bardzo lubię kapelusze. Uważam, że nakrycia głowy są bardzo stylowe i nadają strojowi sznytu niezbędnego, aby zyskał ciekawy charakter.
W dzisiejszym outficie nie byłoby nic specjalnego, gdyby nie kapelusz. Który notabene pożyczyłam sobie od taty ;) Ot, po prostu szorty z wysokim stanem i biała koszulka. Z kapeluszem jest bardziej wakacyjnie, bardziej klimatycznie i trochę westernowo. Zamiast konia musi wystarczyć mój starszawy pekińczyk ;)


Latem, gdy wręcz paruję od gorąca, staram się, by dotykała mnie jak najmniejsza ilość garderoby. Pokochałam dlatego tą koszulkę z guziczkami. Jest lekka i luźna. Idealnie spełnia moje standardy :)






Nieliczne dodatki. Również ze względu na upał. Jednak i bez tego jestem raczej oszczędna, przynajmniej w biżuterii na rękach. Zazwyczaj wystarcza mi zegarek.

Mój mężczyzna już mnie niestety opuścił. Widzimy się za dwa tygodnie. Czas z nim był fantastyczny. Rzadko kiedy bawimy się aż tak dobrze. Ach, wakacje...

czwartek, 2 sierpnia 2012

Snake

Wśród gorących dni, które zaspokajają ostatnio moje zapotrzebowanie na słońce aż nadto pojawił się jeden chłodniejszy poranek, który zwiastował równie chłodny dzień. Był on okazją do założenia spodni i koszuli. Za co oczywiście musiałam swoje odcierpieć, bo jak tylko dotarłam do punktu docelowego czyli szpitalnego laboratorium, w którym odbywam praktykę, zaczynało mi grzać po plecach. Należy jeszcze wspomnieć, że przy ostatnich upałach termometr umieszczony w cieniu w pracowni wskazywał 29 stopni. Było zatem bardzo przyjemnie. Lekka sauna we własnych spodniach nikomu nie zaszkodzi ;) Co nie zmienia faktu, że bardzo ten zestaw lubię. Za kilka rzeczy w wężowym wzorze (koszula, torebka, pasek), kolory i oczywiście nieopuszczającą mnie prostotę.