środa, 29 czerwca 2011

Cowgirl

Wyobraźcie sobie, że świeci gorące słońce. Jest pięknie. Nawet komary nie gryzą. Mata pod tyłkiem oszałamiająco pachnie słomą. Wszyscy wokoło lenią się niemiłosiernie. I pomyślcie, że w tej atmosferze musicie wkuwać do egzaminu, który z zasady jest nie do ogarnięcia. Tak właśnie rysuje się moja sytuacja. Nieludzko wręcz.

Ostatnio nie rozstaję się z jeansowymi szortami. Nic w ciepłe dni nie ratuje tak sytuacji 'nie mam się w co ubrać', jak one. Dziś w wersji a'la Wielki Kanion :)





Ciekawi mnie, jak działa moda. Jak kształtuje się w nas. Bo to MY przecież wybieramy, co chcemy nosić. Specjaliści sondują, co będzie się NAM podobać za kilka miesięcy i pod ich werdykty projektowane są nowe kolekcje (swoją drogą, jak przeczytałam artykuł o tym, to byłam mocno zdziwiona :P). Taka na przykład saszetka przy pasku. Jeszcze 3 lata temu uważana za szczyt kiczu. Teraz można kupić bardzo różne modele - nie tylko ortalionowe dla turystów - emerytów. Podobnie jasne jeansy z podwyższonym stanem, buty w szpic, legginsy, błyszczące materiały i masa innych rzeczy. Fascynujące jest, jak wszystko wraca i na powrót zaczyna się nam podobać.

Dzisiejsze dodatki utrzymane w kowbojskim klimacie. Brązowa skóra, rzemyki, drewniane guziczki, hafcik. Kamizelkę kupiła moja mama dla siebie kilka lat temu. Nigdy jej nie założyła. Po małych przeróbkach jest idealna dla mnie.

 Na żadnym ze zdjęć nie widać moich butów. Miałam na sobie koturny wiązane w kostce. Pokażę w następnym poście.

I jeszcze tylko ponarzekam na robienie zdjęć samowyzwalaczem. O.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Long way home

Droga wcale nie taka długa. Siedem godzin w samochodzie w jedną stronę. Nawet nie czuję, że wyjeżdżałam. Za rzadko tam jestem.

Strój, jak to zwykle u mnie, bardzo prosty. Uwielbiam tą miętową sukienkę. Świetnie sprawdza się w upały.






 Torebka może niekoniecznie tu pasuje, ale nie miałam wtedy w Gdańsku nic odpowiedniego na plażę.

Jakąś mam taką śmieszną, dziecięcą buzię na tych zdjęciach :)


A na koniec broszka z Marilyn Monroe, która skradła mi serce. Jak z resztą wiele rzeczy ostatnio :P

środa, 22 czerwca 2011

Kaczuchy

Wróciłam do domu. Ciągle na wariackich papierach. Naprawdę wyluzuję dopiero za jakieś dwa tygodnie.

A teraz zostawiam Was ze zdjęciami z ostatniego wypadu do Parku Oliwskiego, gdzie karmiliśmy kaczki. Strój bardzo prosty. Marynarka i jeansy sprawdzą się w każdej sytuacji.

A mój fotograf najukochańszy jedyny pojechał do domu (250 km ode mnie!). I kto mi teraz będzie zdjęcia robił? Kto, pytam? No jestem zdruzgotana.





  Następny wpis pojawi się pewnie za kilka dni, bo wyjeżdżam w szaloną podróż przez pół Polski do dziadków. Dobrze, że Polska nie jest aż taka duża :) Do przeczytania!

niedziela, 19 czerwca 2011

Zakupowo-prezentowo

Ostatnio moja szafa wzbogaciła się o kilka rzeczy. Świętowałam urodziny, zatem był pretekst, abym dostała kilka rzeczy i kilka sobie kupiła :) Jak miło nie mieć wyrzutów sumienia, gdy się wydaje pieniądze :)

O posty teraz u mnie ciężko. Sesja mnie wykańcza. Już nie mam siły, a teraz, prawie na finiszu, bardzo by się przydała. Wieczorem jestem tak padnięta, że nawet nie chce mi się iść na spacer. Już nie mówiąc o tym, że przydałoby się ładnie ubrać,  żeby coś tu pokazać.

Dzisiaj same zakupy. O dziwo, większość z H&M :p Ale ja wiem, z jakiego to powodu - tylko tam na razie były jakieś godne uwagi przeceny.


Prosta bokserka. Na zdjęciu wygląda na białą. W rzeczywistości jest leciutko miętowa. Za szaloną kwotę 10 zł

Miętowa sukienka za 20 zł. Z cienkim paskiem w talii wygląda idealnie. bardzo ją lubię. Tu niesamowicie wymięta, bo przeszła już pierwsze pranie ręczne (szorowałam namiętnie i wcierałam specyfiki czyszczące; plama oczywiście nie zeszła; mam nadzieję, że moja mama zdziała jakiś cud :)) a na stancji chwilowo nie ma żelazka ;p

Tutaj kolejna moja miłość. Spódnica w marynarskim stylu. Zakochałam się w niej tak samo jak mój mężczyzna. Bardzo ładnie układa się na biodrach. Nie mogłam jej nie wziąć. Tym bardziej, że kosztowała tylko 40 zł. Mam nadzieję, że niedługo pokażę ją w jakiejś stylizacji.


Strój kąpielowy co prawda promocją nie był objęty, ale jego regularna cena była dla mnie wręcz idealna - również 40 zł za całość. No i ten kolor :)


Prezenty od mojego lubego :) Śliczna torebka w kwiatki, stojak na biżuterię i żółty lakier do paznokci, który od dawna za mną chodził. No i coś jeszcze, ale tym już się nie pochwalę :) Beżowy lakier i pomarańczowo-różową szminkę zakupiłam sobie sama. Ciekawe, jak się będą sprawować.


Biżuteria od rodziców. Zdecydowanie trafiła w mój gust. 


I nasz wczorajszy przepyszny obiad. Bardzo mi smakował. Przepis znajdziecie tu.



wtorek, 14 czerwca 2011

Nerwowo

Ostatnio stało się dużo rzeczy niedobrych i strasznych, które wprawiły nas wręcz w odrętwienie. Ale myślę, że teraz może być już tylko lepiej.
Uczę się namiętnie do sesji. Już nie mogę patrzeć na to wszystko a jeszcze przede mną tydzień ostrego zakuwania a później kolejny egzamin w lipcu.
Nastrój poprawia mi, w moim odczuciu, genialna piosenka z jeszcze bardziej genialnym teledyskiem. Rozkochałam się w niej i nie mogę uwolnić. Polecam wszystkim, którzy lubią nieco nienormalności i indywidualizmu :)

 

Co do gumowych butów - są bardzo wygodne. Nosiłam je w trakcie upałów i nie odparzyły mi stóp, mimo że ze stopami zawsze mam problem i obciera je dosłownie wszystko. Nie sprawdziły się w trakcie ulewy, gdyż miałam masę piasku w butach i musiałam je wytrzeć, żeby piasek nie tarł skóry. Są kolorowe i pozytywne. Śmiało mogę je polecić.
W kolczyki zaopatruję się w KolczykShopie we Wrzeszczu. Ale mnóstwo podobnych znajdziecie na allegro za grosze.

A teraz mój ubiór, odzienie, strój, przyodziewek... :)





Mój zestaw ubraniowy pochodzi całkowicie z lumpeksu. Sweterek ma śliczne złote guziczki na całej długości. Sukienka ma fantastyczny krój i jest bardzo wygodna. Co prawda wolę ją w wersji bez swetra (hmm dlaczego nie przyszło mi do głowy, by zrobić zdjęcie w samej szmizjerce?) ale było wtedy dosyć chłodno.

czwartek, 9 czerwca 2011

Smart

Ostatnio namiętnie kultywuję wypady na plażę. Korzystam, póki mogę, bo z końcem czerwca wracam do domu, a tam już do wody daleko :)
Miało być romantycznie, kocyk i siedzenie do nocy na plaży. Zamiast tego spotkała nas ogromna ulewa, mogłam wykręcać włosy i do kolan byłam oblepiona piaskiem. Ludzie kulili się na przystanku albo pod rozłożystymi drzewami, jakby miało im to w czymś pomóc. Dla mnie te grube krople deszczu były ukojeniem po pełnym słońca i duchoty dniu. Przyjemnie było biec przez szybko tworzące się kałuże. Tramwaj pełen był ludzi tak samo mokrych jak my. Teraz też leje. W końcu. Chyba potrzebowałam tego deszczu jak spękana ziemia.
Zdjęcia zrobiliśmy, gdy już zdążyliśmy wyschnąć, a nie trwało to długo, bo po deszczu wręcz parowaliśmy :)



Koszulę ukradłam Pawłowi już dawno. Jakoś nie cierpiał z powodu rozstania z nią, a ja ją bardzo lubię.



Szorty kupiłam na zimowych wyprzedażach za 15 zł. Szukałam wtedy brązowego paska do kurtki. Szorty z paskiem były tańsze niż sam pasek, więc wybór był oczywisty :)


W butach rozkochałam się, gdy tylko je zobaczyłam. Są gumowe i mają dziurki, więc stopy się w nich zbytnio nie męczą. Ostatnio nie zdejmuję ich prawie z nóg :) Gdy weszłam na allegro, bardzo się zdziwiłam, że w sprzedaży jest aż tyle gumowych butków. 


 I na koniec malutkie kolczyki w kształcie serduszek-guziczków :)


wtorek, 7 czerwca 2011

Świętowanie

Kilka dni temu świętowaliśmy piątą rocznicę "ślubu" ;p Co prawda pewnie do ślubu jeszcze nam trochę daleko, ale i tak wiem, że to mój jedyny wymarzony mężczyzna i nie chcę Go zamienić na żadnego innego.
Zrobiliśmy sobie małą wycieczkę do Orłowa na piękną malutką kameralną plażę. Urocze miejsce. A jak pięknie musi być tam o zachodzie słońca :) Wdrapaliśmy się na klif i rozkoszowaliśmy się widokiem morza z góry. A na koniec zjedliśmy pyszny obiad w azjatyckiej knajpce. To był bardzo bardzo bardzo przyjemny dzień :)


Moje rocznicowe kwiatki





Jakaś para robiła sobie sesję ślubną na plaży. Moim zdaniem świetny pomysł. Pewnie zdjęcia będą śliczne. Tylko w białej sukni do tej gloniastej wody? Żal by mi było :)

sobota, 4 czerwca 2011

Owocowy sorbet

Wczoraj miałam kolejny problem z bloggerem. Nie mogłam dodać zdjęć, zatem i posta nie dodałam. A że chcę powiedzieć to, co pisałam wczoraj, więc dziś notka z wczoraj. Traktujcie, jakby dziś było wczoraj ;p


Kolory ostatnio często goszczą na mnie :) Spodenki kupione w H&M za 40 zł okazały się strzałem w dziesiątkę. Są przyjazne ciału nawet w wysokich temperaturach (;p) i maja piękny kolor, który kojarzy mi się z lodami o wdzięcznej nazwie 'sorbet rabarbarowy', które swego czasu pochłaniałam w ogromnych ilościach. A później nagle znikły z lodziarni, a ja musiałam ukoić swój ból i wybrać inny ulubiony smak. Mianowicie jest to limonka. Lubię kwaśne lody :)


Koszulka z sh też mnie zadowala w pełni. Ale powiem Wam w sekrecie, że dzisiaj z wielką radością zaszłam do tego właśnie lumpeksu, który opiewałam ostatnio, i co? No wielkie nic! Byłam zdegustowana wręcz. Bo jeszcze koleżankę ze sobą zabrałam i mówię jej 'Tutaj to na pewno coś znajdziesz dla siebie'. Pełna kompromitacja ;p Niech się wstydzi lumpeks jeden z drugim, że stałego poziomu nie trzyma.






Egzamin dziś napisałam. Myślę, że będzie do przodu. Mogę zrobić wielkie ufff przed kolejnymi zaliczeniami w poniedziałek. A jutro z samego rana zabieram stos notatek i jadę do koleżanki uczyć się chemii organicznej. Chętnie posłuchamy rady profesora, by uczyć się co najmniej w dwie osoby (wyłapujemy wtedy swoje błędy i możemy się konsultować. bo w tym przedmiocie trzeba myśleć. tylko myślenie może was uratować!). Znajdzie się na pewno czas na plotki ploteczki. Nie samą nauką żyje człowiek :)

Fotki z telefonem, bo rozmawiałam z mamą a mój fotograf był bardzo niecierpliwy :)

środa, 1 czerwca 2011

Beach by night

Mimo że dzień był mega gorący, to i tak byłam zadowolona. Lubię słońce. Lubię piasek i zapach morskiej wody. Jeszcze dwa tygodnie temu woda w Bałtyku była przejrzysta, jak w katalogu biura podróży. Teraz niestety już na powrót jest zielona jak co roku. Nie myślałam, że mieszkanie nad morzem może być takie przyjemne. Koło 17. wróciłam z zajęć, zjadłam przygotowany przez Pawła obiad (swoją droga bardzo dobry - meksykański), spakowałam szybko torbę i w autobus na plażę. Tak tak tak, luksus :) Cudownie przyjemnie było siedzieć na kocu, jeść gofra z sosem malinowym i czuć jak z każdą godziną ochładza się i niebo robi się fioletowe.

Moje zakupy z sh za łączną kwotę 21,50 zł :)


I wczorajsza edukacja na plaży. Niestety muszę tam jeździć z notatkami, bo pierwszy egzamin za 2 dni. O zgrozo!





Ech... Niech już będę wakacje! Moja tęsknota jest niezwykle silna ;)