niedziela, 27 lutego 2011

Czekoladowo

Bardzo lubię ciepłe brązy i beże, które dodają trochę życia mojej bladej szlacheckiej karnacji :) Dziś mam na sobie sweter kupiony w Butiku za szaloną sumę 30 zł, kolczyki w kształcie ust i chustę w panterkę z czasów panieńskich mojej mamy. Takie właśnie skarby z dna szafy to niezawodny znak, ze moda wraca do nas jak bumerang. Macie w swoich szafach rzeczy, które po latach znowu wychodzą na światło dzienne?




Baletki kupiłam na początku roku na wyprzedaży w Deichmannie. Niecierpliwie czekają wiosny.

Tutaj kolczyki z bliska. Kilka dni temu odkryłam na dworcu we Wrzeszczu sklep o jakże finezyjnej nazwie Kolczyk Shop. Asortyment mnie zachwycił. Muszę tam wrócić i na spokojnie wszystko obejrzeć.
A na koniec Audrey na ścianie mojego pokoju. Mam nadzieję, że dam radę częściej z niego wychodzić i dodawać więcej postów :)

Dziękuję za wszystkie komentarze i okazane mi zainteresowanie :)

poniedziałek, 21 lutego 2011

Jeans total look

Miałam wielki problem, żeby zrobić te zdjęcia. Aparat odmawia posłuszeństwa i ciągle się wyłącza mimo nowych baterii. Nie ma to jednak jak stare sposoby z kładzeniem baterii na kaloryferze, żeby się podgrzały ;p

Dziękuję, Lady Flower, za doping i namawianie do wpisów. Gdyby nie Ty, to pewnie bym się nie zebrała. Mam okropny młyn na uczelni. W sumie było to do przewidzenia, jednak powrót do nauki jest dla mnie zawsze dużym szokiem. Z resztą, jak chyba dla każdego :)

Mój jeans total look. Taki może trochę kowbojski przez pasek. Ale właśnie w takiej formie lubię tą koszulę najbardziej. Wygrzebałam ją w lumpeksie, taka była niechciana, przeceniona ;p

I wielkie buziaki dla mojego faceta, który ciągle towarzyszy mi w tworzeniu bloga no i oczywiście jest nadwornym fotografem.

A Wy lubicie jeans w innej postaci niż spodnie? I co myślicie o total look? (nie tylko jeans)






Wstałam dzisiaj o 5.30. I to niestety widać na zdjęciach. Jestem okropnie zmęczona.

czwartek, 17 lutego 2011

Powrót grochów

Kropki i kropeczki znów są z nami. Pamiętam doskonale, jak zalała nas grochowa fala kilka lat temu. Jak dumnie nosiła je Magda M. (ubóstwiałam ten serial ;p). A jej wzorem tysiące kobiet na ulicach. Granatowa sukienka w białe groszki wisi w szafie i czeka na ponowne założenie. Dziś tylko apaszka. Na czerwono, tak dla ożywienia. A Wy lubicie groszki? Podobają Wam się na ubraniach i dodatkach?


Buty, jak widać, lekko wysłużone, jednak bardzo wygodne i ciągle bardzo mi się podobają.

Tutaj w pełnej krasie, od stop do głów. Z małym żartem od mojego chłopaka w postaci nauszników :) Taki making off :D

Wczoraj byłam w aqua parku i świetnie się bawiłam. Jednak zrobiły mi się na twarzy czerwone, piekące plamy od chloru. Znacie może jakieś domowe sposoby, by się tego pozbyć? Albo dobry krem do podrażnionej cery?

poniedziałek, 14 lutego 2011

Szczerze, czule, prawdziwie...

Tytuł niezwykle walentynkowy, za sprawą mojego chłopca (jak nazywa Pawła moja babcia ;p)
Chciałam pokazać ciastka, które upiekłam na walentynki, ale zjedliśmy wszystkie. Były zbyt smaczne, żeby coś się uchowało :)

Dzisiaj zdjęcia z serii: na klatce schodowej. Czekam już na wiosnę, żeby można było się pokazać w jakimś fajnym miejscu. Bo lamperia korytarza albo szafa z meblościanki nie są zbyt ciekawym tłem ;p




Tunikę musiałam prawie że wydrzeć mamie. Jej też się bardzo podobała i nie mogła przeżyć, że nie chcę jej zostawić w domu. Ale nie mogła odmówić swojej małej córeczce. Lubię podbierać mamie ciuchy. A Wy?

środa, 9 lutego 2011

Mój pierwszy raz

Dzisiaj pierwszy post ze stylizacją (jak to szumnie brzmi ;p). Zdjęcia robiłam na schodach w moim domu, samowyzwalaczem. Namęczyłam się trochę, bo po każdej fotce musiałam podbiegać do aparatu. Ale w końcu sport to zdrowie ;p

Mimo że mam ferie, na brak zajęć nie narzekam. Jestem wykorzystywana przez mojego brata w celach naukowych i przez rodziców w celach domowych. "Bo przecież mam wolne" :p Ja się wcale nie uskarżam :) Lubię być w domu i czuć jego spokojną atmosferę. Powolne tempo życia mojego miasteczka wpływa na mnie bardzo kojąco. Z ręka na sercu mogę powiedzieć, że tu wszystko toczy się wolniej, niż w rozszalałym Gdańsku, gdzie każdy ciągle gdzieś biegnie. A może to tylko ja ciągle gdzieś muszę biec i stąd takie wrażenie?


wtorek, 8 lutego 2011

Coldplay - Strawberry Swing

Generalnie piosenka z tytułu nie ma żadnego związku z dzisiejszym dniem. Jedynie to, ze moje skojarzenia z nią są zupełnym przeciwieństwem dzisiejszego dnia. Myślałam, że urwie mi głowę, jak wyruszyłam na przegląd lokalnego asortymentu. Który w dodatku nie przedstawiał zbytniej wartości. Zawiodłam się na całej linii. Po miesiącu nieobecności w moich stałych lumpeksach myślałam, że wrócę obładowana. A tu klapa. Jedyne co udało mi się przynieść do domu to granatowy sweterek z marynarskimi guzikami. Hmm... W sumie to marynarski jest jeden guzik - od munduru koleżanki z nawigacji. Taki mały DIY dla 'urozmaicenia' :) Mama powiedziała, że wyglądam jak w mundurku z college'u. Chciałam pokazać ten sweter na mnie. Niestety z braku chętnych do robienia mi zdjęć będzie sam sweter, beze mnie. Będę musiała go nosić tak, żeby nie było za grzecznie.



Na zdjęciach nie widać niestety oryginalnego koloru mojego nabytku. A jest to bardzo ładny głęboki granat.

niedziela, 6 lutego 2011

Sroka i jej zdobycze

Sroka to ja. Bardzo lubię biżuterię, najlepiej sztuczną, koralikowo-perełkowo-kolorową. Czego zupełnie nie rozumie mój chłopak. Jednak toleruje tą moją słabość i dokupuje pudełeczka i szkatułki, w których mogę swoje skarby trzymać.

Tutaj kilka drobiazgów, które kupiłam za grosze na wyprzedażach. Dosłownie za grosze, bo uwielbiam wyprzedaże -70% i second handy w moim miasteczku.



sobota, 5 lutego 2011

Nieudolna próba rozwijania siebie

Chwilowo piszę w próżnię. I pewnie będzie tak długo, jeśli nie zawsze. Chociaż nie. Będzie to czytał ten człowiek, który mnie namówił do kolejnej próby z blogowaniem. Mój facet. Publikowałam już swoje wiersze, przemyślenia i zwyczajne wypociny dnia codziennego. Teraz mam plan, żeby spróbować z ciuchami. Wiem, że to teraz okropnie popularne (okropnie, bo aż do przesady). Ale mi też się zachciało z kimś dzielić tym, że siadam przed szafą i przez pół godziny intensywnie myślę: co nałożyć na siebie, żeby to znów nie były jeansy i żebym nie wyglądała na przekombinowaną.

Mam nadzieję, że nie będę powtarzalna i zwyczajna. Nie tyle od strony ubrań i wyglądu, co tak ogólnie - całościowo. Co z tego wyjdzie, to się dopiero okaże ;) Oby tylko nie przywaliły mnie moje zwykłe obowiązki i moją głową nie zawładnął fartuch przesiąknięty zapachem a raczej odorem odczynników.

Być może uznasz mnie, czytelniku, za osobę na tyle ciekawą, że warto mnie będzie tu odwiedzać.

Chwilowo żegnam się i spróbuję zaznajomić się z machiną blogowania.